Irene (Carmen Maura), matka owych sióstr właśnie powróciła z zaświatów by pomóc córką (ach…ta babska solidarność) i załatwić stare, niedokończone za życia sprawy. Tu, w rodzinnej wiosce reżysera La Manchy, umarli są częścią świata żywych. Kobiety z wielkim uczuciem dbają o groby najbliższych, a nawet o…swoje własne(!) „Volver” porusza kwestię śmierci, podchodzi do niej nie z przerażeniem, ale ze stoickim spokojem. Sam Almodóvar powiedział, że nie rozumie śmierci, nie pogodził się z nią, ale przyzwyczaił się do myśli, że śmierć istnieje. Nieprzeciętny klimat filmu oddaje stylizacja na lata 60’, 70’ oraz piękna muzyka Alberto Iglesiasa, który jest już „etatowym” pracownikiem tego reżysera. Nie da się ukryć, że muzyka w tym filmie bardzo mocna oddziaływała na moje zmysły. Nasycone barwą kadry i zmysłowe zbliżenia sprawiają, że odczuwamy bliskość z kobiecym światem z La Manchy. Hiszpański reżyser zapewnia nam istną żonglerkę emocji. „Volver” wzrusza, porusza, śmieszy, przeraża, bawi, ale momentami zasmuca. Film na pewno nie rozczaruje fanów Almodóvara, którzy w ciemno pobiegli do kin z pewnością, że się nie zawiodą, a być może przekona do siebie „kiboli” talentu artysty. Nie doszukamy się bowiem tu ekstrawagancji, homoseksualizmu, ba! nawet… wątku miłosnego przez co, często unikano twórczości „reżysera kobiet”.
Leave a Comment